Pages

Sunday, 26 July 2015

77 Toxy – Robert ???



Kilka dni później Toxy na skypie rozmawia z rodzicami Roberta i robi mu jazdę o czym się potem chwali dzwoniąc do mnie… 

Nie miałem szansy spotkać ani porozmawiać z Robertem od tamtego obiadu i nie wiem jakie jest jego stanowisko w tej całej sprawie, ale jest chłopak w trudnym związku, o ile to jest związek i o ile są jeszcze razem…


Kilka dni po rozmowie z rodzicami Roberta na skypie, Toxy dzwoni i z wielkim uśmiechem mówi, że Robert chce to dziecko i będzie ojcem. 

Toxy szczęśliwa, bo zaraz przestanie pracować (taki miała plan) i będzie sobie odpoczywać i czekać na poród a Robert się wszystkim zajmie. 


I tak minęło znowu trochę czasu a Toxy poleciała z Robertem do Polski.


Nie minęło długo, Toxy pisze, że jest u siebie a Robert u siebie, Robert uderzył i ona pojechała na obdukcję… 

Mało mi się to realne wydawało, i tak tez napisałem do Toxy. 
Bardzo się oburzyła i napisała, że ona nie ma „zrytego beretu”… 


Brak słów, nie wiem co powiedzieć.


Wracali razem do Dublina, ale nie spali razem w domu. 
On w pokoju ona w livingu czy na odwrót. 

I Toxy znowu do mnie pisze, że musi się stąd wyprowadzić… 

ZNOWU!!! 

ZNOWU !!!


Toxy do mnie zadzwoniła, i mówi, że on ją bije, i teraz siedzi tu obok i patrzy na nią, a Toxy rozmawia ze mną… 
Pytam czy może coś proozmawiają, może się coś da zrobić, w końcu są w ciąży itp. 

NIE NIC SIĘ DA ZROBIĆ!!!  

Ale on (Robert) będzie płacił na dziecko, zadarł ze mną, a ja mu nie popuszczę – ta cała rozmowa z Robertem obok…


Do tej pory się Toxy nie wyprowadziła, a co z Robertem nie mam pojęcia.


Toxy była oburzona, że nie chciałem, jej zawieźć z lotniska do domu i jakoś to tak obkręciła, że jak ja nie chcę to ona nie będzie się odzywać, bo to nie ma sensu…

OK, to się nie odzywaj…


Zapadła cisza, około 1,5 mca. 
Przychodzi nagle sms – od Toxy. Cześć. Mam nadzieję, że u Ciebie wszystko ok. PS pamiętasz nasz zakład?, bo właśnie przegrałeś. Pozdrawiam.


Zakład był o obiad z 2 dań, deseru. 
Założyliśmy się o jej wyjazd na komunię do siostry (z którą, też na pieńku) no i nie pojechała – przegrałem zakład…

Pogratulowałem, wygranej i powiedziałem, że nie wyobrażam sobie abyśmy po tym całym bajzlu usiedli razem do stołu.

Toxy podzieliła moje zdanie – Ja tez sobie nie wyobrażam…

Tylko po co się odzywa???

Spytałem o dziecko – dziecko rośnie i ma się dobrze…

I tyle… Toxy ciągle gdzieś tam jeszcze jest, może z Robertem, może bez niego… nie wiem…


No comments:

Post a Comment