Pages

Sunday, 26 July 2015

77 Toxy – Robert ???



Kilka dni później Toxy na skypie rozmawia z rodzicami Roberta i robi mu jazdę o czym się potem chwali dzwoniąc do mnie… 

Nie miałem szansy spotkać ani porozmawiać z Robertem od tamtego obiadu i nie wiem jakie jest jego stanowisko w tej całej sprawie, ale jest chłopak w trudnym związku, o ile to jest związek i o ile są jeszcze razem…


Kilka dni po rozmowie z rodzicami Roberta na skypie, Toxy dzwoni i z wielkim uśmiechem mówi, że Robert chce to dziecko i będzie ojcem. 

Toxy szczęśliwa, bo zaraz przestanie pracować (taki miała plan) i będzie sobie odpoczywać i czekać na poród a Robert się wszystkim zajmie. 


I tak minęło znowu trochę czasu a Toxy poleciała z Robertem do Polski.


Nie minęło długo, Toxy pisze, że jest u siebie a Robert u siebie, Robert uderzył i ona pojechała na obdukcję… 

Mało mi się to realne wydawało, i tak tez napisałem do Toxy. 
Bardzo się oburzyła i napisała, że ona nie ma „zrytego beretu”… 


Brak słów, nie wiem co powiedzieć.


Wracali razem do Dublina, ale nie spali razem w domu. 
On w pokoju ona w livingu czy na odwrót. 

I Toxy znowu do mnie pisze, że musi się stąd wyprowadzić… 

ZNOWU!!! 

ZNOWU !!!


Toxy do mnie zadzwoniła, i mówi, że on ją bije, i teraz siedzi tu obok i patrzy na nią, a Toxy rozmawia ze mną… 
Pytam czy może coś proozmawiają, może się coś da zrobić, w końcu są w ciąży itp. 

NIE NIC SIĘ DA ZROBIĆ!!!  

Ale on (Robert) będzie płacił na dziecko, zadarł ze mną, a ja mu nie popuszczę – ta cała rozmowa z Robertem obok…


Do tej pory się Toxy nie wyprowadziła, a co z Robertem nie mam pojęcia.


Toxy była oburzona, że nie chciałem, jej zawieźć z lotniska do domu i jakoś to tak obkręciła, że jak ja nie chcę to ona nie będzie się odzywać, bo to nie ma sensu…

OK, to się nie odzywaj…


Zapadła cisza, około 1,5 mca. 
Przychodzi nagle sms – od Toxy. Cześć. Mam nadzieję, że u Ciebie wszystko ok. PS pamiętasz nasz zakład?, bo właśnie przegrałeś. Pozdrawiam.


Zakład był o obiad z 2 dań, deseru. 
Założyliśmy się o jej wyjazd na komunię do siostry (z którą, też na pieńku) no i nie pojechała – przegrałem zakład…

Pogratulowałem, wygranej i powiedziałem, że nie wyobrażam sobie abyśmy po tym całym bajzlu usiedli razem do stołu.

Toxy podzieliła moje zdanie – Ja tez sobie nie wyobrażam…

Tylko po co się odzywa???

Spytałem o dziecko – dziecko rośnie i ma się dobrze…

I tyle… Toxy ciągle gdzieś tam jeszcze jest, może z Robertem, może bez niego… nie wiem…


Tuesday, 14 July 2015

76 Toxy + Robert





Zamieszkali razem. 

Robert szukał pracy a Toxy pracowała i cieszyła się nowym związkiem i wolnym seksem – na żywca. 
Te 3 miesiące minęły szybko i spotkaliśmy się w naszej ulubionej restauracji w centrum miasta. 

Robert kim on jest?


No to byliśmy pod największym wrażeniem jak dotychczas.

 Spodziewaliśmy się „lipy” a tu proszę ktoś konkretny, przepraszam K O N K R E T N Y !


Miły człowieczek z planem na życie, szanujący Toxy, dbający o nią w każdej możliwej dziedzinie życia, chłopak zaradny, wiedzący co chce robić na emigracji, i po prostu ktoś z kim można pogadać o wszystkim. Nie wiem kiedy ale obiad trwający około 2h minął w kwadrans.



I tak sobie żyli Toxy z Robertem, aż Toxy zaszła w ciążę. Wysyłała mi kilka zdjęć z testami. 



O rety, znowu…



Toxy powiedziała, że Robert nie chce tego dziecka, że jego wszystkie plany legły w gruzach i ona ma cos z tym zrobić – czytaj usunąć ciążę.

Toxy pytała mnie czy mogę jej załatwić pigułkę ale raz, że jest to nielegalne tutaj, a dwa ja do takiego czegoś nie przyłożę ręki. 
Poza tym to chwila chwila… Przecież jest Robert, to niby dlaczego ja mam biegać za jej brzuchem? – wkurzyłem się.


Toxy postanowiła pójść do ginekologa, tego samego co byliśmy razem.


Toxy kończyła pracę w centrum, więc zaproponowałem jej, że może wpaść po pracy do mnie, wziąć prysznic itp. i ją zawiozę spowrotem do centrum do lekarza. 
Toxy skorzystała z propozycji. 
Byłem po nią zabrałem przywiozłem zawiozłem i odwiozłem. 

Toxy liczyła, że ją zawiozę po wszystkim do domu i, że w ogóle wejdę z nią do lekarza. 

Spytałem, gdzie jest Robert co i robi. 

Robert jest w domu robi pranie i w ogóle nie obchodzi go ta cała sytuacja. 

No Toxy wybacz, ale ja nie będę roboty Twojego faceta odwalał. 

Dzwoń do niego i ma być po Ciebie i razem pojedziecie do domu (pół h busem). 

Nie nie nie i nie… W końcu wyszło, że Robert raczej nie wie, że Toxy jest u lekarza…

Nie wiem co tam się dzieje i o co chodzi, jestem totalnie pogubiony w tym co jest prawdą, co jest kłamstwem i co chodzi…



Toxy pojechała do domu.

Tuesday, 9 June 2015

75 Kolejny i kolejny facet Toxy

75 Kolejny i kolejny facet Toxy


Toxy poznała Krzyśka, w piątek rano na czacie.
W piątek popołudniu jechała do niego już autobusem, spędzili cudowną noc razem, wieczorem napisała jak cudownie.

W sobotę rano już wyjeżdżała.
Nie chciała o nim mówić.

Potem było kilku przelotnych facetów, potem był Michał, na niecały miesiąc (z nim też się starała o dziecko, tzn. ona się starała) potem ktoś jeszcze.


W końcu poznała Arjuna, chłopak z nienaganną manierą, sympatyczny i miły z pięknego Mauritiusa…

Toxy chciała bardzo go nam przedstawić, ale po tylu jej przygodach, umówiliśmy się z Gosią, że unikamy spotkań dopóty dopóki nie będą ze sobą minimum 1 miesiąc. Toxy o tym nie wiedziała.


Poznaliśmy go na pikniku.
Naprawdę zrobił ogromne i pozytywne wrażenie.
Traktował ją jak anioła, byli ze sobą miesiąc i nic się jeszcze nie wydarzyło, żadnego seksu ani nic. Nieźle, tym bardziej, że ciemniejszych chłopców ciągną jaśniejsze panie i na odwrót.
Kilka dni później już nie byli razem.


Krzysiu ale ja się go wstydzę…On jest „ciapaty” – mówiła…
Toxy znalazła jeszcze kilka innych powodów, żeby chłopakowi dać kosza.
Co dziwne, jako jedyny z nich wszystkich nie dobierał się do niej najszybciej jak tylko się da.
Czyżby na tym przegrał? Może ona chciała być wykorzystywana?...


Toxy zniknęła z portali randkowych i jakby się wyciszyła.

Ale lecąc do Polski poznała w samolocie Roberta.
Cały lot przegadali i chyba coś jeszcze, bo Toxy ze specyficznym dla niej uśmiechem i akcentem w głosie opowiadała o podróży…
Było to w sumie oczywiste. Umówiła się z Robertem, żę do nie poleci do Polski pod koniec roku.
Robert niby wracał tym samolotem już na stałe do Polski, ale poznał Toxy, i planował wrócić spowrotem.
Minęło trochę czasu, Toxy przed skypem, kamerki sexonline itp. Bardzo się z tego zwierzała, jak jest cudownie, ile rozmawiają i robią razem…Musicie go poznać – śmiała się Toxy.

 No miło i fajnie. Po naradzie z Gosią, stwierdziliśmy, że tym razem, 3 miesiące, nie wcześniej, nie chcemy nikogo poznawać.
To się zrobiło męczące, kogoś poznać, zaraz ten ktoś znika…
Czuliśmy się w pewnym momencie jakby wizytówka Toxy a może nawet jak pajace czy zwierzęta z cyrku…

Toxy poleciała na Sylwestra do PL. Dała znać, że on jest, że ją odebrał, że dojechała itp... J

est cudownie, to jest on, i ma dom, chcę wracać do Polski, będę mamą a Robert będzie pracował – to się często przeplatało w rozmowach…
Biedny chłopak, w co Ty się pchasz… Life is brutal i każdy pilnuje swojej dupy – złote zasady, i tak też trzymaliśmy.
Po powrocie, zaczęły się zgrzyty w domu Toxy i musiała się pilnie wyprowadzić. Tym razem wprowadziła się w miejsce, gdzie Robert mieszkał przed wylotem.
Oj jak tu miło i ludzie sympatyczni, i jest wspaniale i cudownie, nie to co w poprzednim domu… W końcu miał przylecieć Robert.
Toxy dzwoniła
 – Czeeeść, Co słychać?
Wiesz mam wielką prośbę…

Niestety byłem zawsze zajęty i Gosia też i tak przez 3 miesiące.


Wednesday, 3 June 2015

74 Toxy znów...




Tydzień później, może dwa spotkaliśmy się w restauracji, w której to my opłaciliśmy obiad; było to fair więc byliśmy gospodarzami.

Cześć, cześć, buziaki, przytulasy, co słychać – grzeczności. 
Ale dało się odczuć, że między Toxy a Łukaszem coś zgrzyta, i to dość poważnie. 

Mrugnęliśmy na siebie z Gośką. 

Ja poszedłem z Łukaszem po napoje a dziewczyny zostały same.

 Potem zamieniliśmy role.

 Toxy, zaczęła być toksyczna w domu Łukasza, prowokowała jakieś zupełnie dziwne sytuacje i tworzyć kwas. 

Szczegółów nie znamy, ale Łukasz z żalem mówił (bo się chłopak starał), że jej nie można nic powiedzieć.
 Każda uwaga, komentarz czy choćby komplement są od razu przerabiane na atak i formę dokuczenia Toxy. Starała się być ofiarą szumu, którzy sama tworzyła…




Toxy wyjechała na wakacje z Łukaszem do Polski do jego rodziny.
 Już w drodze na lotnisko były jakieś nieporozumienia.

 Dolecieli na miejsce, pojechali do rodziny Łukasza. 
Było świetnie, pozwiedzali wszystko, spędzili miło czas, Łukasz za wszystko płacił. 

Ostatni tydzień urlopu jednak był kiepski, 
Ciągle jakieś awantury, których powodu nie potrafiła Toxy określić, spowodowały, że Toxy wyjechała od Łukasza i pojechała w swoje strony. 

Ale tam jest Meksyk myśleliśmy z Gosią. Co tam się dzieje??? 

Toxy wracała tym samym samolotem i siedziała obok Łukasza.

 Potem odebrani zostali z lotniska przez jego siostrę i pojechali do domu Łukasza. 

Toxy mieszkała teraz na swoje życzenie w salonie – nie chciała już sypiać z Łukaszem.



Tydzień lub dwa później Toxy zaprasza na kawę, ale nie do niej do domu tylko do kawiarni niedaleko od domu. 

Dziwne to ale jeśli mielibyśmy wysłuchiwać to nie chcemy. 
Było symaptycznie, ale Toxy miała problem, nie miała się gdzie podziać a Łukasz kazał jej wypierd… z domu. 


Zresztą jak później Toxy dzwoniła do mnie to było słychać głośny głos Łukasza, który jej kazał się wyprowadzić.


Na pytanie a co z dzieckiem Toxy odpowiedziała bezwględnie – będą pieniążki, będzie na wszystko i za wszystko płacił… 




Uderzyła mnie ta informacja, oni chciała mi taki sam numer wykręcić… Teraz doszło to do mnie, doszło też, że tak bardzo chciała uprawiać sex bez gumek… Byłem jej celem.


Toxy się wyprowadza. 

Poprosiła o pomoc kolegę z domu co mieszkała z Romami. 
Na szczęście nie dane mi było służyć Toxy. 

Toxy zamieszkała z znajomy z pracy, była tam około 2mcy. 
Potem coś im nie pasowało i Toxy się musiała wyprowadzić. 

Zamieszkała z drugą znajomą z pracy. 3 miesiące i znów coś nie tak… Zamieszkała z 3 znajomą z pracy. Tu się zatrzymała na dłużej.



Obserwując to, jak to wszyscy nękają tę dziewczynę, zacząłem się zastanawiać co ona takiego robi, i jak wywołuje te sytuacje, że ludzie ją wywalają za drzwi? 
A może to tylko ona mówi, że jest tak źle a faktycznie nie jest???



Friday, 22 May 2015

73 Toxy kolejna ciąża???



Jak się okazało, lekarz wiedział, że nie ma ciąży i był tego na 100% pewien. 

Nie powiedział jednego, że Toxy… miała urojoną ciążę… 

do tego doszliśmy z Gosią po całej sytuacji. 



Gosia miała jej dosyć, ja w sumie też, chociaż jej zachowanie i to do czego dążyła było tak szalone i chore zarazem, że postanowiliśmy zostać znajomymi i tylko znajomymi;

 Toxy nie była zadowolona, ale lepszy rydz niż nic...


Toxy w ciągu kolejnego pół roku poznała w sumie 7 facetów.

 Łóżko między nami było tematem zamkniętym i poniekąd tabu już. Intensywność kontaktów spadła, a spotykaliśmy się rzadziej niż raz w miesiącu.


Toxy wysyłała zawsze zdjęcie nowego chłopaka, a jak już z nim dłużej była to bardzo chciała nam go pokazać np. idąc razem na obiad.


Toxy poznała Łukasza. 
Wielka miłość od samego początku, wielkie uczucie, częste randki, sex w samochodzie itp. 
Toxy lubiła się czasem chwalić jak kolorowe jest jej życie.
 I tak po może miesiącu Toxy się wprowadza do Łukasza. 

Łukasza poznaliśmy na obiedzie, w dość drogiej restauracji, do której nas zaprosiła Toxy i zapłaciła rachunek. 
To były jej urodziny, dostała od nas kilka miłych podarunków. Przez cały czas było miło, trwały rozmowy itp.


Na koniec dnia, w drodze powrotnej, Gosia się mnie pyta, czy widziałem jak Toxy na mnie patrzyła?
Co masz na myśli?? 

To jak patrzyła. Krzysiu, ona, jakby mogła to by się na Ciebie rzuciła.

Nie, nie widziałem tego… Naprawdę? 

Tak Krzysiu i co gorsza on też to zauważył.



Ale to nie mój problem, ja mam czyste sumienie, zachowywałem się normalnie, nie patrzyłem jakoś namiętnie ani nic. Tak wiem Krzyś, widziałam.
Pojechaliśmy do domu.



Toxy po kilku tygodniach zaszła w ciążę… 

Szok, znowu? Czy naprawdę? 
Zaczęliśmy wnioskować, że ona chyba nie mówi Łukaszowi, że się nie zabezpiecza, a chłopak wierząc jej przecież nie będzie sprawdzał co ona tam łyka… 

A mogły to być zwykle pastylki z witaminami… 


Łukasz widział, że bierze regularnie, alarm dzwonił na telefonie i mógł być spokojny.

Wednesday, 13 May 2015

72 Toxy Toxy


Po tej przygodzie spotkaliśmy się gdzieś w przelocie na kawę kilka razy; na nic więcej nie było czasu i zaczął się sezon w naszych pracach. Szanse na „randkę” zmalały.


Kilka tygodni do mnie dzwoni Toxy i mówi – Krzysiek…Jestem w ciąży. Co??? Jak? Przecież używaliśmy prezerwatyw???
Tak ale zrobiłam test i pokazuje ciążę.




No jestem, jestem i to na pewno – mówiła, przy czym miała dziwny ton głosu.
Nie była zmartwiona, raczej syczała… Czy możesz zrobić kolejny test proszę? Mogę. OK.



Rety co za wiadomość!!! Skąd i jak i co??? Nigdy nie byłem w niej „nago”, poza ustami…
Szok. Wskaźnik Pearla dla prezerwatwy to między 2-15, czyli na 100 osób statystycznie od 2 do 15 może zajść w ciążę, ale to głównie uszkodzenia mechaniczne(otwieranie zębami opakowania, czy zakładanie zębami), data ważności, prezerwatywy z wystawy z kiosku, który stał na słońcu itp…



Ja się zawsze zabezpieczam w aptece i są towary z najwyższej półki, główkowałem co i jak… Muszę się z Toxy spotkać pogadać i zrobić test.


Tymczasem w ciągu tygodnia Toxy zaczęła się zaokrąglać i to widocznie. Termin na okres minął już 3 tygodnie temu… No to jest ciężko. Kupiłem najlepszy test sztuk 2 i jadę do Toxy.



Czekała na mnie w szlafroku, była już w piżamie. Chwila rozmowy o pierdołach i do rzeczy.
Chodź zrobimy test.
Ok. To idziemy…
Nie ja pójdę sama… no ok.
Czekałem wraca, patrzy mi głęboko w oczy i mówi, znowu wyszedł pozytywny.
Jezu!!! Myślę masakra jakaś, najgorszy koszmar w życiu… Toxy zrób jeszcze jeden, może test był wadliwy?
I tu Toxy zaczęła pokazywać chyba swoje mniej miłe oblicze. Była oburzona, że ją o to poprosiłem, w końcu jak jest w ciąży to jest i ona to wie najlepiej…
Poza tym jest zmęczona i mógłbym już iść???



Zawinąłem się i pojechałem do domu. Miałem dla Gosi bądź co bądź szokujące informacje.
Gosia to przyjęła na chłodno. Od pewnego momentu coś się jej w Toxy przestało podobać, jej intuicja coś czuła, coś czego ja jeszcze nie zauważałem. Bo w końcu wszystko jasne, to tylko przyjaźń i seks, zabawa i nic więcej… No właśnie tylko czy aby w 2 strony???



Uff, testy się mogą mylić, przecież to się zdarza, trzeba było zrobić usg.
Zamówiłem wizytę u lekarza ginekologa.
Poszedłem z Toxy, lekarz myślał, że jesteśmy parą. Rety co za uczucie, być tam nie z moją żoną, a z kochanką, która jest w ciąży!!!!
Lekarz został poinformowany, że test dał pozytywny wynik. Wypytał o sprawy kobiecie i przystąpił do badania. USG…



USG na jednej maszynie nie wykazało nic, ale lekarz mówi, że sprawdzi na drugiej maszynie, takiej ze specjalną sondą. Przeszliśmy do drugiego gabinetu. Badanie…  Ja tu nic nie widzę…


Ale panie doktorze moje testy co robiłam pokazały ciążę i robiłam tych testów 6 czy 7??? - pytała panicznie Toxy…
Lekarz odpowiedział, tak to możliwe, ja mówię, na podstawie tego co widzę, że nie jest nic zagnieżdżone, być może jest pani w ciąży ale jest za wcześnie by to teraz wykazać.
Proszę przyjść na USG za 3 tygodnie.


O rety kolejne 3 tygodnie mam nie wiedzieć na czym stoję?????????????????????????????????????
To były bardzo ciężkie chwile… Toxy była bardziej złośliwa i toksyczna a liczba próśb się powiększała, tu coś zrobić tam mnie zawieźć… Wpadłem po prostu wpadłem.




Nie minął nawet tydzień… Dzwoni Toxy… Milutki uśmiechnięty głos w słuchawce- Czeeeeść co słychać?
No cześć. Co u Ciebie?
A nic. Dostałam okres. Możemy się znowu spotykać, uprawiać sex  - brzmiał uśmiech w słuchawce.




A to fajnie no miło. Pewnie kiedyś się spotkamy i coś porobimy.

Tuesday, 5 May 2015

71 Więcej Toxy

Nim Toxy zaczęła pracę na stałe w swojej firmie wypadł mi wyjazd za miasto.
 Akurat do tego, z którego Toxy się przeniosła. 
Trasa była długa około 500km więc fajnie by było z kimś jechać. 
Na stopa nikogo nie wezmę, 
Gosia w pracy więc zaproponowałem Toxy wspólny wyjazd.

To kiedy będziesz? – spytała. Byłem po godzinie. 


Uśmiechy na twarzy bardzo wyraźnie sugerowały, że chcemy się na siebie rzucić. 
Jednak ustaliliśmy z Toxy, że tym razem jesteśmy grzeczni i nic się nie wydarzy. W końca nasza „przyjaźn” ma nie być oparta na seksie.



Podróż około 8 w dwie strony rzeczywiście nie przyniosła żadnych przystanków na sex. Daliśmy radę J



Oferta pracy ,którą Toxy dostała w firmie sprzątającej okazała się być trafna. 
Toxy jest już tam dokładnie 20 miesięcy, sprawdza się, jest zadowolona i ona i firma. 
Zna kilka podstawowych słów i sobie radzi. I to tyle. 
Nie rozwija języka, nie robi prawa jazdy… 
No cóż jej życie…
Dużo o tym rozmawialiśmy, bo można zrobić wiele jak się chce, ale jak ktoś nie chce no to trudno.



Toxy miała pewien plan, który wyszedł dużo, dużo później. Całkiem dobry plan, dobry dla niej…


Nowe mieszkanko Toxy było fajne i miłe, czasem tam wlatywałem po drodze z pracy na kilka minut było sympatycznie.


Kiedyś Gosia się umówiła z Grześkiem ja pojechałem do Toxy. 
Mimo, że pokoik był mały to dało się co nie co tam podziałać. 
Toxy była czasem zbyt głośna a za jej ścianą była córka właścicieli mieszkania i nie chciałem, żeby się w pewnych sprawach zorientowała J.


Miło spędzaliśmy czas, było wszystko sympatycznie i elegancko. 
W tym samym czasie Toxy, która była singlem zaczęła poznawać mężczyzn, potencjalnych „chłopaków” do związku.


Na pytanie czy to fair, że my tu „działamy” a ona z kimś randkuje odpowiedziała mi, że za nic z nas nie zrezygnuje a jej chłopak nie musi nic wiedzieć. Długo ją męczyłem w tej kwestii ale w końcu jeśli tego chce, ja nie mam nic przeciw, układ był fajny, seks też, ciało pycha, co więcej chcieć? W końcu to jej sumienie…




Toxy poznawała trochę ludzi ale zwykle to było jedno spotkanie może dwa i koniec.
 Zawsze coś jej nie pasowało. 
Prowadziła dalej podwójne życie namiętnej kochanki i singielki szukającej rycerza na białym koniu.




Zbliżała się wiosna.

Jakoś na wiosnę zawsze budzą się we mnie instynkty ;) i z reguły mam ochotę na więcej.
 Tym razem Gosia dała się namówić na moją wspólną noc z Toxy w hotelu.


Bardzo fajny pomysł, prawie 24h we dwoje sex, wszystkie możliwe pozycje i szaleństwa. 

Uzbrojony „po zęby” ruszyłem po Toxy. 
Była już gotowa, pachniała już namiętnością. 
Zameldowaliśmy się w hotelu, wypiliśmy po drinku, nastawiliśmy muzykę i zabraliśmy się do pracy. 

Wieczór i noc była długa i burzliwa. 
Rano śniadanie i potem jeszcze na jednen szybki numerek do pokoju. 
Była to niezła noc, bardzo mi się podobało. 

Odwiozłem Toxy i poleciałem do Gosi. 

Friday, 1 May 2015

70 Toxy ciąg dalszy

Następnego ranka, a był to czwartek miałem wolne. Zawiozłem Gosię do pracy a sam udałem się na trening.
Minęło kilka dni. Zwyczajnie. Kilka smsów, telefonów, parę fotek na komunikatorze. Miło i sympatycznie.
Toxy pewnego razu mnie poprosiła czy mogę ją do domu odwieźć po pracy. Mogę, nie wiem jaki powód podała, ale miło będzie ją zobaczyć, spędzić chwilę razem, pocałować się kilka razy.
Spytałem Gosi czy nie ma nic przeciw i pojechałem. Kolega Gosi nie był w tym czasie dostępny więc pojechałem sam z Toxy. Dziwne panujące zasady w domu Romów spowodowały, że Toxy bardzo prosiła, żebym nie podjeżdżał pod dom ani w jego pobliże, zatrzymałem auto dwie ulice dalej.
I tak było zawsze, czy to odbierałem Toxy czy ją zawiozłem, a zdarzało się to kilka razy.
Toxy była bez pracy, bo przeniosła się z jednej części miasta do drugiej. Było kilka ofert pracy ale brak prawa jazdy i brak języka dawał jej bardzo małe szanse. Mogła w zasadzie albo tylko pilnować dzieci u kogoś w domu – co było typu „cash to hand”, bez składek ubezpieczenia itp., albo pracować w firmie sprzątającej.
Póki co Toxy postanowiła zostać w „swojej” branży i miała kilka umówionych rozmów o pracę.
Nooo Cześć!!! Co robisz? A wiesz bo mam wielką prośbę…

I tak pomogłem Toxy i jak dzielny szofer obwiozłem ją po kilku dzielnicach miasta, gdzie miała pracować jako opiekunka przy polskich rodzinach…
Dostała jedną dobrą ofertę.
Dzień przed zadzwoniła i podziękowała. Ludzie mieli już plany, pracę itp. i nikogo nie szukali. Toxy zostawiła ich na lodzie bo – dostała ofertę pracy w firmie sprzątającej.
Warunki finansowo porównywalne, ale wspomniane wcześniej składki itp. były dość istotne i przeważającym czynnikiem.
Toxy zmieniła numer telefonu…
Chwilę po otrzymaniu nowej pracy, pojawiły się problemy. Romom przestała się Toxy podobać jako współlokator i kazali się jej wynieść.
Co dziwne i bezwzględne - na drugi dzień i tak też się stało… Są różni ludzie – analizowałem z Gosią i być może Toxy miała pecha… Przyjechałem pod jej dom a tam wszystkie rzeczy na zewnątrz, to wyglądało jakby ktoś ją wprost z domu wyrzucił. Przykry widok i byłem wkurzony widząc taki stan rzeczy. Jak już ustawiłem auto żeby zacząć pakować rzeczy, pan Rom otworzył drzwi i wystawił ostatnią torbę Toxy. Ani be ani me… Nic. Jest i Toxy. Cześć-Cześć. Zaczęliśmy pakować auto.

Dzień wcześniej Toxy wysyłała mi oferty z lokalnego portalu i pytała się co sądzę o tym a co owym mieszkaniu/pokoju. W końcu się okazało, że na tak duże miasto, mamy do obejrzenia tylko 4 pokoje.

Zaczęliśmy je objeżdżać, oglądać, oceniać. Robiło się coraz później… Jakbyśmy nić nie znaleźli to Toxy by musiała przyjść do nas na noc… Tego nie chciałem, ani Gosia też nie. To już za dużo, jednak dom to dom i trochę prywatności. Jedna noc czy dwie, żaden problem, ale zanosiło się na więcej – przy tym jaki brak był pokoi do wynajęcia.
Ostatni dom został u Polaków. Jedziemy. Był to na prawdę malutki ale przytulny pokoik z okienkiem na plac. Lokatorzy to małżeństwo po 50 z córką ok 16l.
Obejrzeliśmy, porozmawialiśmy i mówię do Toxy, że naprawdę jest ok. Pokój i miejsce i ludzie sprawili b dobre wrażenie.
Pytamy się właściciela od kiedy można? A od kiedy chcecie? Od Zaraz… Zaskoczyła go odpowiedź ale był zadowolony bo pokój został wynajęty. Wniosłem wszystkie rzeczy z Toxy do jej nowego gniazdka.

Długi to był dzień i męczący. Już bardzo bardzo chciałem być z Gosią. Za kilka minut byłem już w domu…

Sunday, 12 April 2015

69 Toksyczna dziewczyna 2

Toxy, tak ją nazwę, bo to chyba najlepsze dla niej imię.
Na początku miła i słodka dziewczyna…
I tym razem znajomość się rozpoczęła internetowo, znowu ten sam portal z czatem… Kilka dni pobytu tam no i nawiązałem znajomość z miłą sympatyczną dziewczyną.
Zupełnie niedawno przeprowadziła się do mojego miasta, była tu nowa. Zajmowała się opieką nad dziećmi.
Spotkaliśmy się w samym centrum i pojechaliśmy nad morze porozmawiać, poznać się i nakarmić foki.
Błędem było, że grałem w otwarte karty i dziewczyna wiedziała w jakim żyjemy związku i jak jesteśmy “otwarci”. Po spacerze odebraliśmy Gosię z pracy, dziewczyny się poznały i zawieżliśmy wspólnie Toxy do centrum na autobus.
Toxy mieszkała na obrzeżach miasta z rodziną romańską, u której wynajmowała pokój.
Była duża liczba rozmów, telefonów, smsów itp. Toxy nie zbyt była zorientowana w technologii i kiedy mnie poprosiła o pomoc w zakupie telefonu nie widziałem przeszkód.
Przecież od czego są przyjaciele.
Potem zaczęło się nasilać. Toxy miała coraz więcej takich małych próśb, no ale co tam, przecież to tylko kilka chwil, minut itp.
Mniej więcej w tym samym czasie Gosia poznała kolegę Grześka. Niestety znajomość z Robertem (65 Moja pierwsza randka) nie potrwała zbyt długo.

Spędzałem z Toxy coraz częściej czas, z kolei Gosia z Grześkiem. Nie wiem dokładnie kiedy pierwszy raz się z Toxy pocałowałem ale całowała całkiem nieźle. Muszę przyznać, że najlepiej ze wszystkich poznanych koleżanek, jednak wciąż kilka kroków za ustami mojej Gosi, no ale całkiem nieźle.
Kiedyś Toxy, która miała nieregularną pracę wpadła do mnie. I jak to bywa “kiedy w domu nie ma dzieci” powędrowaliśmy do sypialni i odkrywaliśmy nieznane nam wspólnie obszary sfer seksualnych.
Było miło, sympatycznie i namiętnie. Spotykaliśmy się wiele razy i w zasadzie prawie zawsze lądowaliśmy w łóżku. Z czasem jak znajomość Gosi nabierała tempa było tak, że oboje w tym samym czasie jeździliśmy do naszych “znajomych” i spędzaliśmy z nimi kilka chwil.
Toxy miała dziwny układ w domu, w którym mieszkała. Nie wolno jej było przyjmować gości. Nie mam nic do żadnej kultury czy narodowości, no ale państwo o romańskich korzeniach byli po prostu dziwni w swoich zasadach.
Był to akurat okres kiedy Toxy dostała nową pracę i się rozglądała za czymś nowym.
Mieliśmy kiedyś okazję spotkać się u niej i poszaleć, ponieważ głowni lokatorzy wyjechali na kilka dni.
Takiej okazji nie można było przepuścić więc szybko zorganizowaliśmy małą randkę pełną uniesień. Trochę to było dziwne, bo do jej pokoju się skradaliśmy, żeby nikt nie zauważył (oprócz Toxy i głównych lokatorów mieszkał tam też 1 chłopak).
Wreszcie dotarliśmy do jej pokoju. W pewnym momencie zza ściany zaczęły dochodzić regularne pojękiwania. Wybuchnęliśmy śmiechem; kolega obok też nie był sam. Miał koleżankę.
Chwilę poźniej już byliśmy spleceni nago i rozpaleni do czerwoności. Musiałem jej kilka razy usta zasłaniać, bo robiła się zbyt głośna a zależało mi, żeby jednak nikt nie wiedział, że byłem u niej. Podobno romańska rodzinka mogła jej zrobić dużo problemów gdyby to wyszło.
Byliśmy wtedy może 2-3h. W tym samym czasie miłe chwile Gosia spędzała z kolegą. Umówiliśmy się, że się “zesemesujemy”. Była noc. Może 2 lub 3 nad ranem. Toxy zasnęła zmęczona orgazmami i spała wtulona we mnie. Przyszła wiadomość. Gosia już chciała żebyśmy wracali do domu.
Musiałem obudzić Toxy, kilka chwil, pocałunków i byłem w aucie.
Kilka chwil później byłem już po Gosię, była bardzo zmęczona. Pojechaliśmy do domu.

Zasnęliśmy przytuleni…

Tuesday, 7 April 2015

68 Toksyczna dziewczyna 1

To było wczoraj – 6 kwietnia 2015.

 Dzwonił komunikator na moim telefonie, “messendżer”. 
Była 9, może 9.30. Nie odebrałem… Znowu czegoś chciała. 

Na pewno żebym ją odebrał z lotniska. 3h przed przylotem do mnie dzwoni i oczekuje, że rzucę wszystko i będę jechał 50km w jedną i 50km w drugą stronę bo jej się nie chce taxi zamówić, czy pojechać autobusem… Na koniec nawet nie spyta, przez zwykłą grzeczność, czy może coś za paliwo…

Poniedziałek Wielkanocny; dzień wolny, dla Gosi i dla mnie. Akurat mam wolne, tak wyszły moje zmiany, idealnie się złożyło bo mamy cały dzień dla nas.
I co mam jechać ją odebrać???
W życiu…

Zignorowałem jej “telefon”. Jak przyleciała to usunęła mnie z “Fejsbuka”. To juz była od dawna tylko znajomość, nie sex, nie łóżko, przygody, zwykła znajomość…
Cytując jej słowa to mnie po prostu “wypier…a”. A dlaczego? No bo nie jestem potrzebny, jak mogę się jej przydać?

Najdłuższa historia przed Wami, nie opowiem tego w jednym poście. Za dużo tego…


Zaraz wracam




Monday, 10 February 2014

66 Zegarek w hotelu

Po długiej przerwie wracamy z kilkoma historiami, których jeszcze tu nie umieściliśmy.
Jednak nasze życie w tej dziedzinie póki co zgasło. Brak odpowiednich ludzi, a może to my mamy zbyt duże wymagania...
W każdym razie taki zwykły czysty seks jest najbezpieczniejszy, bez wchodzenia w relacje;
jednak nie jest to to czego my szukamy.

Bardzo długo się umawiliśmy z tą irlandzko-francuską (chyba) parką.
Było wiele razy jak probowaliśmy sie domówić co do miejsca i terminu. Jednak bezskutecznie.

No ale po ok roku lub nawet 1.5 roku w końcu się spotkaliśmy.
Najbardziej chore spotkanie jakie mieliśmy...

Umówiliśmy się w centrum miasta w jednym z hoteli.
Parka była tak zwyczajna ale na poziomie. Wiedzieli czego chcą itp.
Poznawaliśmy się. Wypiliśmy kilka drinków. Wymieniliśmy się podstawowymi informacjami o pracy, zainteresowaniach itp.

Wszystko wyglądało ok. Choć ona miała ok 23 lat dwoje dzieci i "siedziała" ciągle w domu, a on ok 40 biznesmann spędzający dużo czasu na "lataniu" między miastami, w których to miał prywatne zakłady fryzjerskie. De facto pracowali w nich geje i lesbijki:).

Udaliśmy się do ich pokoju.
Trochę dziwnie się czułem. Gośka też. Jakieś coś taki hm dziwny nastrój wisiał w powietrzu.
Miałem wrażenie, że jestem jakby zabawką na czyimś przyjęciu.
No ale jesteśmy już w pokoju. Mieliśmy ze sobą butelkę wina.

Podzieliliśmy się partnerami i zaczęliśmy bawić.

Gośka była z nim a ja z nią. Widziałem, po niej, że nie do końca techniki i metody Francuza jej odpowiadają. Irlandka też była jakaś no słaba. Była sexi, taka normalna ale chciałem z nią iść do łóżka, jednak po kilku pocałunkach (coś w stylu łączenia ust z czymś mokrym ciepłym ale nieżywym) nie miałem ochoty na zabawę z nią, i nie mogłem się rozkręcić.

Takie to jakieś dziwne było, bez takiego romantyzmu, bez prawidłowej gry wstępnej, oni od razu chcieli się połączyć i to tyle. Nas takie coś nie kręci...

Poszedłem do wc. Wracam, nie ma Irlandki.
Mija kilka chwil jej dalej nie ma. W końcu po kolejnych kilku chwilach Francuz przeprasza i wychodzi do niej.

Razem z Gośką stwierdziliśmy, że się zwijamy i będziemy szli.
Ok 10 minut czekaliśmy. Nagle dzwoni telefon.

Francuz pyta gdzie jesteśmy? Ja się zaśmiałem, i mówię u was w pokoju (traktowałem to jako żart).
A on mówi, my już nie wrócimy do pokoju i się rozłączył.
ZGŁUPIAŁEM. ich rzeczy są w pokoju, na komodzie przy łóżku leży jego zegarek, trochę osobistych rzeczy...
Mijają 2 minuty i znowu telefon. Juz teraz podniesiony głos: Gdzie jesteście??? U was w pokoju. Musicie iść my już nie chcemy was widzieć. i znowu się rozłączył.
Ja się zagotowałem... Gosia mówi, że zwijamy się. Patrzę po pokoju, ich rzeczy są tutaj. Więc oni na pewno tu wrócą. Gosia coraz bardziej naciska, żeby iść a ja miałem ochotę jak nigdy narobić im bałaganu. OJ miałem sto myśli min. żeby Fracuzikowi zegarek w zlewie utopić...i kilka innych pomysłów.
Wyszliśmy z hotelu i co widzimy... Ta szalona parka ukrywa się za rogiem i czeka aż pójdziemy.
Chciałem do nich iść ale mnie Gosia zatrzymała.
Daj mi telefon! krzyknęła.
Wybrała do niego numer i nie będę tu opisywał co jemu powiedziała...
W zasadzie to była nasza ostatnia para, z którą się mieliśmy spotkać jako swingersi. Jesteśmy w kontakcie z jedną parą, Litewską Parą i kiedyś się umówimy, ale raczej nikogo nowego nie szukamy wśród swingersów.

Chyba łatwiej jest udawać, że się kogoś zdradza i wtedy jest mniej problemów. Bo zabawy w klubach to iśc popatrzeć poabwić się ze sobą ale z kimś niekoniecznie...

pozdrawiamy
Gosia i Krzyś

Saturday, 17 August 2013

Pamiętniki prawie epilog???

W zasadzie wypisujemy się ze swingu, nie dosłownie, ale nie bawi nas czysty seks, atawistyczny i zaspokajający tylko swoje potrzeby. Wahaliśmy się co zrobić, ale nasze ostatnie, i dosłownie ostatnie spotkanie z jedną parką przechyliło szalę na tyle, że dziękujęmy.
Nie nazywamy siebie swingersami, i nie swingujemy, owszem spotykamy się z ludźmi, ale to nie są kluby czy wielkie sex party. Na pewno nie zrezygnujemy z wizyty w takich klubach ale dla nas samych, zeby pobawić się w nietypowej atmosferze i otoczeniu, popatrzeć na piękne ciała jak się prężą z rozkoszy ale to tyle.

Mamy do opowiedzienia jeszcze kilka, może hmmm 6-7 historii, ale to wszystko w swoim czasie. Teraz pora się szykować bo czeka koleżanka na mnie a żonka już dawno w objęciach sympatycznego mężczyzny.
Pozdrawiam
Krzysiek!

Sunday, 4 August 2013

65 Moja pierwsza randka

Pierwsza randka
Będąc na mieście w pracy w restauracji spotykamy tłumy ludzi. Mężczyźni kobiety dzieci jedni bardziej inni mniej przykuwają nasz wzrok. Do jednych się uśmiechniemy i powiemy coś miłego a do innych nic zupełnie są nam obojętni. A co kiedy natrafi się przystojny mężczyzna niesamowicie kuszący swym apetycznym wyglądem? Rumieniec nas oblewa kosmate myśli, mimo iż wcale ich nie chcemy, pchają się nieproszone do naszej wyobraźni. Mimowolnie zerkamy ma pośladki, patrzymy na dłonie, oceniamy uśmiech. Oblizujemy się na myśl o gorącej namiętnej nocy z nieznajomym.
Podobnie jak mężczyźni tak i kobiety oglądają się za atrakcyjnymi osobami płci przeciwnej. Nie ważne czy są akurat w związku małżeńskim czy nie. Atrakcyjność i pożądanie są silniejsze, chwilowo potrafią zupełnie zmienić nasz tok myślenia, sposób działania. Skłonni jesteśmy wejść do sklepu, do którego wcale nie zamierzaliśmy wejść, kupić produkt, który wcale jest nam niepotrzebny, ba nawet wejść do biura niby przy okazji, bo byliśmy tuż obok, mimo iż wcale nie mieliśmy takiej potrzeby.
A wszystko za sprawą niesamowicie przystojnego mężczyzny czy kobiety. To niemal naturalne, ze mamy w sobie pociąg do płci przeciwnej. Jedni z nas niemal afiszują się z tym w poszukiwaniu poklasku, inni w obawie przed drwiną czy zagrożeniem odpychają i nie przyznają się do takiej myśli. A szkoda, bo przyznając się do tego, co pragniemy i rozmawiając o tym z partnerem można realizować marzenia i pragnienia. Kto wie może partner tak samo jak my nie ma śmiałości, żeby o tym z nami porozmawiać…
My bardzo dużo z Krzyśkiem rozmawiamy. Dobrze wiemy co nam się podoba a czego nie tolerujemy. Idąc ulica często wymieniamy się porozumiewawczym spojrzeniem dając sobie znać że ta czy inna osoba zwróciła nasza uwagę. Uśmiechając się rozmawiamy o tym, że widzieliśmy atrakcyjna kobietę czy mężczyznę. Że spodobał się nam strój albo uśmiech.
Piękne jest to, że podczas takiej rozmowy nie złościmy się i nie wymawiamy sobie tego, że oglądamy się za innymi.  Spotkaliśmy kilka par, kilka singielek, nie mieliśmy sytuacji że spotykamy się we dwoje z mężczyzną, ja nie jestem jeszcze na to gotowa mimo iż jest we mnie dość spora ciekawość.
Bardzo trudno jest spotkać parę gdzie każdy będzie sobie wzajemnie odpowiadał. Z naszego doświadczenia wiem, że zawsze są jakieś wątpliwości. Jeśli nie z naszej to z drugiej strony. Dopasować do siebie cztery osoby jest znacznie trudniej niż dwie. Dlatego postanowiliśmy spróbować czegoś totalnie nowego.
Dokładnie wszyscy wiemy na czym polega zdrada… nie jest to może zbyt trafne określenie ale bardzo pomocne w opisaniu naszych nowych doświadczeń. W zdradzie wszystko dzieje się bez wiedzy współpartnera/ współmałżonka. Poznanie i planowanie spotkania z „obiektem zainteresowania” w naszym przypadku jest w pełni przedyskutowane i zaplanowane wspólnie.
Jak to rozumieć? Mianowicie tak ze poznając ciekawego mężczyznę spokojnie i ze zrozumieniem rozmawiam o tym z Krzyśkiem. Jeśli znajomość się rozwinie i dojdzie do spotkania, wszystko między mną i Krzyśkiem jest wcześniej dobrze omówione i zaplanowane. Działa to w obie strony, Krzysiek rozmawia ze mną o swoich planach a ja z nim o swoich.  Dla wyjaśnienia dodam, że to nie jest tak, że spotykamy się codziennie czy co tydzień z tą samą czy z nową osoba. Nasze życie prywatne jest przepełnione praca, domem i rodziną. Takie „dodatkowe” wydarzenia mają znaczenie drugorzędne i nigdy nie dominowały w naszym związku. Wspólnie spędzony czas z jest cenniejszy niż jakiekolwiek uniesienia w sypialni. Staramy się tak planować ewentualne spotkania żebyśmy oboje byli w pobliżu, zawsze dokładnie wiemy gdzie jesteśmy, z kim się spotykamy, określamy ramy czasowe spotkania. Nigdy nie wiadomo do końca, kto przyjdzie na spotkanie, więc dobrze jest być przygotowanym na wszelkie ewentualności. Daje to ogromne poczucie bezpieczeństwa.
Moja pierwsza randka…
Robert poznałam go na czacie. Wesoły i rezolutny chłopak z błyskiem w oku. Spędziliśmy parę miłych wieczorów rozmawiając wirtualnie. Najpierw tak zupełnie ogólnie o wszystkim i niczym rozmowy były bardzo swobodne i trzymały się całości. Miło było z nim rozmawiać. Tematy się mnożyły i było ciekawie. Podaliśmy sobie namiary na komunikatory żeby mieć lepszy kontakt. Wszystko zapowiadało się w porządku i bardzo sympatycznie, najpierw wymieniliśmy się zdjęciami a tuż przed spotkaniem numerami telefonu. Oboje dobrze wiedzieliśmy w jakim celu się spotykamy i dobrze wiedzieliśmy że oboje jesteśmy w związkach. Wszystko było jasno ustalone już na samym początku znajomości. Nie było żadnych niedomówień czy zbędnego kreowania rzeczywistości.
 Umówiliśmy się na promenadzie tuż nad morzem. Oboje podjechaliśmy na jeden z parkingów. Było dość tłoczno, to bardzo popularne miejsce. Dokładnie wiedzieliśmy jakich samochodów wypatrywać, dokładnie wiedzieliśmy kogo się spodziewać. Miałam 3 min spóźnienia. Zniecierpliwiony Robert zadzwonił jak parkowałam tuż obok. Nie wysiadając z samochodu przywitaliśmy się uśmiechem i zgodnie postanowiliśmy pojechać na plaże gdzie było zdecydowanie mniej ludzi i nieco bardziej kameralnie. Wyszliśmy na spacer.
Rozmowa przeplatana śmiechem i flirtującymi spojrzeniami przeniosła się z plaży do samochodu. Kilka razy zapłonęłam rumieńcem, lekkie poczucie podniecenia spowodowało ze mój uśmiech niemal ciągle malował się na mojej twarzy. Było zabawnie, poważnie i niepoważnie. Spojrzenia zaczęły się wydłużać chwilami elektryzujące spojrzenia zastępowały słowa. Lekko zaczęliśmy chylić się ku sobie.  Usta się połączyły. Dreszcz podniecenia przeszył mnie aż po stopy. Po chwili takiej ciszy z rumieńcem na twarzy uruchomiłam samochód, i ruszyliśmy w bardzo malownicze miejsce z pięknym widokiem na pełne morze. Robert zostawił swój samochód zaparkowany tuż przy plaży.
Przy Robercie czułam się bezpiecznie i swobodnie. Nie miałam obaw zapraszając go do swojego samochodu. Niemniej jednak Krzysiek miał zarówno jego numer kontaktowy jak i namiar nawigacji z dokładnym odczytem gdzie jesteśmy z każdego miejsca w którym byliśmy. To wszystko tak na wszelki wypadek… nigdy nic nie wiadomo, a Krzysiek jest bardzo troskliwy i stara się być przygotowany na wszystkie ( dosłownie wszystkie) ewentualności.
Parę ładnych minut zajął nam dojazd do tarasu widokowego, po drodze opowiadaliśmy sobie zabawne historie rodzinne, trochę rozmawialiśmy o znajomych. Bardzo miła rozmowa zapoznawcza. Inaczej rozmawia się na czacie a inaczej w realnej rzeczywistości mając przed sobą rozmówcę. Nieco łagodniejszego i bardziej radosnego wyrazu nabierają stwierdzenia czy słowa, które wypisane płaskimi literkami wydawać by się mogły szorstkie i suche. Kiedy dotarliśmy na miejsce piękny widok nieco nas onieśmielił. Przez chwile żadne nie odezwało się słowem. Błekit morza, zachodzące słońce, statki leniwie sunące po gładkim lutrze morskiej wody. Poniżej tuż przy brzegu biały budynek latarni morskiej. Wszystko jak z obrazka. Spojrzeliśmy na siebie i mimowolnie nasze ciała jeszcze raz pochyliły się ku sobie. Poczułam jak delikatnie kładzie mi dłoń na karku. Bardzo dobrze wiedzieliśmy czego chcemy. Dłonie zaczęły wędrować po ciałach.  Zrobiło się gorąco i namiętnie. Całował miękko i dobrze wiedział jak sprawić by pocałunkiem rozpalić… przeszły mnie rozkoszne dreszcze podniecenia. Nie wiem czy okoliczności, nietypowość sytuacji czy sama osoba Roberta tak na mnie zadziałały. Gdybyśmy choć chwilkę dłużej zostali tam na tarasie mogę się tylko domyślać jak daleko zaszłoby nasze spotkanie.
Zaczęło się robić bardzo późno, czas się kończył musiałam wrócić do domu, Robert też. Odwiozłam go do jego samochodu. Zatrzymaliśmy się na parę chwil. Nie umówiliśmy się na kolejne spotkanie a na to że się zdzwonimy.



Friday, 19 July 2013

64. Niespodzianka na urodziny



Już wiele lat temu (zanim zaczęliśmy swingować) w drodze powrotnej z egzotycznych wakacji wpadłam na szalony pomysł prezentu dla mojego Krzysia. Siedząc w samolocie na twarzy pojawił mi się uśmiech, którego Krzysiek nie rozumiał. Zaczął od pytań czy ma coś na twarzy, co zrobił ze mnie to rozbawiło.  A ja już wtedy miałam plan…. Z biegiem czasu został on mocno zmodyfikowany. Zaciekawiony tajemniczym  uśmiechem dopytywał i drążył. Nawet  odpowiedz „wszystko swoim czasie” nie powstrzymała go przed zadawaniem kolejnych pytań. Dopiero magicznie „prezent urodzinowy”  wywołało jego uśmiech, uśpiło czujność i zastopowało grad pytań.

Minęło parę lat, no może nie tak wiele, ale … Przyszedl czas na niespodziankę.

Wiele razy rozmawiałam z Krzysiem  o dziewczynach, sexie i  o układach. Do tej pory spotykaliśmy się z ludźmi w klubach, na przyjęciach , z parami lub singielkami. Zawsze w układzie 3 lub 4 osób. Czasami zastanawialiśmy się jak by to było spotkać się sam na sam z dziewczyną w jego przypadku lub z mężczyzna w moim. Ponieważ ja potrzebuje więcej czasu żeby oswoić się z tematem, żeby sobie ułożyć i przemyśleć . Jakoś łatwiej przyszła mi myśl o tym żeby Krzysiek spotkał się sam na sam z kobieta. Problemem było tylko to kim miała by ona być. Nie wyobrażałam sobie sytuacji że nie znam dziewczyny, gdzieś w środku bałam się ze coś może pójść nie tak….
A co mogło być nie tak …. Wiele…. Zbyt wiele obaw było, dlatego potrzebowałam sporo czasu.
Az nadszedł dzień kiedy to spotkaliśmy się z Sandra. Przygoda z Sandrą miała małą tajemnice. Co się w pokoju hotelowym wydarzyło już opisałam, w międzyczasie  jak działa się magia , w chwilach odpoczynku rozmawiałam i podpytywałam Sandrę o to czy nie zostałaby prezentem urodzinowym, na moich warunkach :) ku mojemu zadowoleniu zgodziła się.
Dlaczego ona? Mogę wymienić kilka argumentów jak na przykład żywa i energiczna natura, dobrze zorientowana na to co chce, no i dobra w łóżku. To wystarczająco  pasowało do mojego prezentu. Wspólnie z koleżanką dopięłyśmy terminy i zaczęłam realizować plan.
Punkt pierwszy Hotel. Jak nigdy dokładnie wiedziałam czego chce, hotel z restauracją tak żeby obiad był na każde zawołanie ;) śniadanie w pakiecie,  ustronne miejsce no i dobra jakość w przystępnej cenie. Poszukiwania zajęły mi zaledwie pare chwil. Dobrze znam miasto i od samego początku stawiałam na dwa hotele. Koleżanka nie miała pojęcia jaki hotel i gdzie. Dostała dokładne namiary adres i trasę dojazdową. 
Punkt drugi dodatki : Zarówno obiad jak i hotel były z góry opłacone. Na moją prośbę koleżanka kupiła truskawki i winogrona oraz wodę mineralną ;) miło jest czasem zregenerować siły świeżym owockiem.
Punkt  trzeci, należało zgrać delegacje z prezentem. To było nieco trudniejsze bo Krzysiek jest analitykiem i wychodzi z założenia że jak żona zadaje nietypowe i w dużej ilości pytania to coś musi się za tym kryć.
No i miał racje, wiec musiałam mu część planu zdradzić, zwłaszcza że wszystko było troszkę ograniczone jego delegacją.
Więc dowiedział się ze pierwsza noc swojej delegacji spędzi w hotelu, który ja wybrałam. O Obiedzie nie wiedział ani o truskawkach. Wspomniałam, że musi wcześniej wstać bo będzie miał dostarczony prezent, może inaczej :)  że prezent sam się dostarczy. Układ z Sandrą był taki, że (ponieważ jest mężatką) spędzi z Krzyśkiem cały poranek aż do wczesnego popołudnia bo potem zarówno Krzysiek jak i ona mają obowiązki.
Tylko Sandra wiedziała o rezerwacji w restauracji a Krzyśka poprosiłam żeby nie protestował jeśli Sandra będzie miała jakieś nietypowe pomysły.
Co do zabawy i tego co działo się w pokoju nie miałam wątpliwości. Życzyłam mężowi wszystkiego najlepszego i udanej zabawy. W dniu urodzin zamiast prezentu Krzysiek dostał karteczkę z życzeniami i skromnym opisem tajemniczej niespodzianki. Śmiał się  wniebogłosy, rumienił, i bardzo żywo zadawał pytania. Niestety… milczałam… no prawie ;)
Nadszedł wielki dzień. Byłam nieco poddenerwowana. Przez kilka dni prowadziłam dość intensywne i ciekawe rozmowy z koleżanką. Chciałam mieć pewność, że obie się dobrze rozumiemy i że wiemy jaki jest plan. Sandra była bardzo podekscytowana i niesamowicie zaskoczona tym, że to właśnie żona mężowi robi mężowi TAKI prezent i że to właśnie ONA jest tym prezentem. W jej głosie często pojawiał się śmiech co dodawało mi pewności że to będzie bardzo radosny i wyjątkowy prezent.
Jeśli chodzi o mnie miałam tylko jedną obawę, że będę chciała się skontaktować z Krzyśkiem, choćby po to żeby zapytać jak mija im czas, czy dobrze się bawi, czy podoba mu się prezent. Taki telefon ( no może kilka) mogły by popsuć nastrój całego spotkania. Więc plan obejmowal także mnie.  Piątkowe przedpołudnie było idealnym momentem na zrealizowanie prezentu. Ponieważ 5 dni w tygodniu pracuję i posiadanie telefonu niestety (czy tez na szczęście) jest zakazane u mnie w firmie. Owszem w razie nagłego wypadku, trudnej sytuacji możemy operować telefonami firmowymi a na lunchu nie mam problemu możemy spokojnie skorzystać z własnych. Wyjątkowo jak nigdy ten piątek był bardzo bardzo pracowity, i nie było nawet szans na małą chwilke odpoczynku. Cała moja energia była skupiona na pracy i choć chwilkami zastanawiało mnie co się dzieje za zamkniętymi drzwiami w pokoju hotelowym miałam w sobie ogromne poczucie spokoju i zadowolenia.
Mój Lunch wypadał tego dnia chwilkę przed rozpoczęciem Krzyśka szkolenia a tym samym po całej zabawie. Więc spokojnie mogliśmy porozmawiać. Kiedy spojrzałam na telefon tam już czekały na mnie wiadomości od Krzysia. Dziękował mi bardzo za prezent i czekał kiedy do niego zadzwonię. Mimo iż rozmawialiśmy z samego rana, tak ot na dzień dobry, ta rozmowa była tak przepełniona radością i tęsknota jakbyśmy nie rozmawiali ze sobą co najmniej tydzień. Czułam jak na twarzy pojawiły mi się rumieńce, serduszko przyspieszyło, a uśmiech mało nie przestawił uszu. Prezent się udał.
Po pracy Rozmawiałam z Sandra. Oj Cieszyłam się ze zarówno dla niej jak i dla Krzyśka to były bardzo miłe i egzotyczne chwile. Bawiła się dobrze czuła się spełniona i zadowolona w roli prezentu.
Wieczorem leżąc sama w łóżku zastanawiałam się nad prezentem nad tym jak to wszystko było zaplanowane, nad tym jaką radość mi sprawiło całe to zamieszanie związane z urodzinkami małżonka :)

Monday, 15 July 2013

UWAGA OSTRZEŻENIE UWAGA!!!!

Drodzy Czytelnicy,

Kilka dni temu skontaktował się nami Pan, producent/reżyser/kamerzysta/scenarzysta (min. Dyżurka (2013), Przeszczep (2007), ADHD (2006)), który zaproponował współpracę polegającą na udział w nakręceniu filmu o swingersach.
Film miałby pokazywać codzienne życie np. nasze, miejsce pracy, odpoczynku itp. Czyli taki „Wielki Brat” chodzący wszędzie za nami. Producent też oczekuje możliwości nagrywania spotkań z innymi parami/osobami które swingują.
Z tego co nam zakomunikowano, jeden z klubów dla swingersów ma z nim umowę polegającą na wynajęciu jednego z pokoi w klubie i tam kręcenia tych osób co wyrażą na to zgodę.
Z naszego doświadczenia wiemy, że żaden solidny klub na takie coś się nie zgodzi, bo jest to zniszczenie prywatności i poza tym straci klientów.
Razem z żoną, odmówiliśmy współpracy bo nie wyobrażamy sobie czegoś takiego…
Też poinformowaliśmy wszystkie kluby w Polsce o możliwości wniesienia ukrytej kamery do klubu…

Poniżej wycinki maili:
[…]Jestesmy teraz w fazie dokumentacji tematu. Szukamy bohaterow i osob drugiego planu.
Osoby drugiego planu stanowilyby tlo dla bohaterow filmu. Powiazanie ze stacja telewizyjna pozwala nam na zorganizowanie produkcji. Przewidujemy nastepujace miejsca zdjec:
moglyby sie odbyc w jednym lub kilku klubach na terenie Polski, w mieszkaniach prywatnych swingersow. Chcielibysmy pokazac też ich zycie rodzinne. Także w ich pracy,
podczas roznych zajec pomiędzy domem a pracą, zajęć jakie normalnie wykonujemy, to znaczy w trakcie zakupów, rozrywka, pasje itp. Współpraca jakiej bysmy oczekiwali
polegalaby na Waszym uczestniczeniu w zdjeciach, na zasadach ktore ustalimy wspolnie. Rola tej osoby (czy kilku osób) polegałaby
 na ich wypowiadaniu sie do kamery na temat swingu jako zjawiska, na podstawie obserwacji i doswiadczen jakie te osoby w tym temacie posiadają. Gdyby było to poparte
doswiadczeniem zawodowym, jak w przypadku socjologa czy psychologa, to tym lepiej. Chętnie tez towarzyszyli by z kamerą takim osobom podczas ich spotkań i rozmow ze
 swingersami, niezależnie od sytuacji w jakiej mialoby to miejsce. Swingersi odpowiadaliby na róźne pytania, opisujace między innymi ich sytuacje domowa, stosunek do swingu.
[…]

[..]To co Państwo chcecie zrobić, jest nierealne, zbyt dużo oczekujecie, wizyty w klubach, w domu(!!!) czy w pracy to już przesada, zwłaszcza w naszym jeszcze bardzo konserwatywnym społeczeństwie.
To nie jest reportaż z hobby w czasie wolnym czy też innej jakiejś pasji. 
Polecam Hiszpanię gdzie takie rzeczy są do zrealizowania ale nie w Polsce.
No chyba że oferują Państwo solidne kilkudziesięcio tysięczne honorarium to może kogoś Państwo znajdą ale też nie sądzę[…]  Jeszcze jedno, nikt Państwa do klubu nie wpuści ot tak prosto z ulicy i Państwa pomysłem, muszę się podzielić z zaprzyjaźnionymi klubami bo nikt sobie nie pozwoli na filmowanie itp.[…]




[…]Mamy w Polsce zaprzyjaźniony klub, który zgodził się wynająć pomieszczenia na realizację filmu, jednak nie pomoże nam w znalezieniu bohaterów. Coś więc jednak mamy. Z budżetu filmu możemy zorganizować fajną imprezę, będzie zabawa, tyle że filmowana. W naszym interesie jest, aby nie filmować twarzy, dotyczy to postaci drugiego planu. Bohaterowie pierwszego planu niestety muszą wystąpić z twarzą. Jeżeli się zgodzą, chętnie pokażemy ich w ich domach, w pracy. Takie są nasze zamierzenia. Jeżeli nie będzie na to ich zgody, pójdziemy na kompromis. Jeśli znajdziemy takie osoby, to dobrze, bo to daje szansę realizacji filmu[…]