Pages

Friday, 17 February 2012

34 Meet and Greet

Nie zniechęceni kolejnym doświadczeniem udaliśmy się na wielką imprezę „Meet and Greet”.
Nie byliśmy jeszcze na takiej imprezie nigdy, trochę czytaliśmy o nich na forum internetowym, jednej ze stron dla swingersów, z której to od jednego z organizatorów otrzymaliśmy zaproszenie.
Bardzo interesująca opcja, w jednym miejscu spotkało się ponad 300 swingersów i my byliśmy jedynymi Polakami. Było kilkoro obcokrajowców ale nie wielu. Prawie 100% uczestników to byli anglojęzyczni goście.
Spotkanie miało miejsce w jednym z wielu hoteli u nas w okolicy. Lista miejsc była ograniczona i jak ktoś się spóźnił to nie dostał zaproszenia. Impreza była zamknięta i nikt obcy nie miał szans wejść do środka.
Bardzo ciekawi takiego „eventu” praktycznie na samym początku się zapisaliśmy, może w w drugi dzień po ogłoszeniu spotkania i dobrze, bo nasze zaproszenie miało już numer powyżej 70, także śmiem twierdzić, że po kilku dniach, może po tygodniu wszystkie się rozeszły.
Jak wspomniałem spotkanie miało miejsce w hotelu, prawie każdy hotel ma w swojej ofercie salę bankietową tak też było i w tym przypadku.
Zastanawiam się teraz ilu z Was się nasunęło pytanie, jak to wyglądało :), czy w tej sali bankietowej wszyscy uprawiali seks za zamkniętymi drzwiami?

Ha, nie!

To było spotkanie charytatywne, na tym hm..może jeszcze nie balu ,choć wszyscy prawie mieli suknie wieczorowe i była mała dyskoteka, na tym party zbieraliśmy pieniądze na jedno z dzieci w pobliskim szpitalu, które hm...bardzo potrzebowało pieniędzy na specjalnie szczepionki.
Cel był super, pieniędzy się trochę zebrało, no i oficjalnie to było spotkanie na cele charytatywne.
Przy wejściu był mały plakat z informacją co się w środku dzieje i po wejściu przy samych drzwiach siedziała grupka ok 4 osób z długą listą, na której były wypisane wszystkie nr zaproszeń i loginy ze strony www.
Byliśmy jednymi z pierwszych przybyłych gości, sala była ogromna, spokojnie mogła pomieścić jakieś 500 osób.
Na sali były ogromne okrągłe stoły na ok 20-25 osób i tych stołach było kilka, potem trochę mniejszych. Mieliśmy barek z 4 barmanów, i później jeszcze była ochrona, kiedy ilość sprzedanych drinków osiągnęła pewien pułap.
Nikt absolutnie nikt nie był niegrzeczny czy też pijany (kilku paniom się zwyczajnie w głowach zakręciło), nikt zupełnie, towarzystwo raczej starsze wiekiem, średnia wieku spokojnie po 42-44 lat. Wszyscy tylko mówili, że my tacy młodzi jesteśmy a my z Gosią się tylko w duchu śmialiśmy, że jeszcze tyle lat zanim będziemy w wieku tych ludzi, i tyle mamy jeszcze do przeżycia :).
W każdym razie wybraliśmy sobie stolik, zamówiliśmy napoje/drinki i siedzieliśmy.
Sala się napełniała i napełniała stoliki robił coraz bardziej napełnione a przy tym stoliku cały czas sami.
Nie koloryzując, muszę przyznać, że nawet pomimo naszej opinii o nas samych, że jeszcze trzeba popracować, to byliśmy ciasteczkami na spotkaniu i chyba nikt nie był w stanie takich ciasteczek nadgryźć...
Kiedy zupełnie się sala napełniła i jedyne miejsca wolne były przy nas wtedy się dosiadła grupka kilku osób.
Na przyjęciu poznaliśmy wielu nowych ciekawych ludzi. I owszem później byli ludzie w naszym wieku też, ale dosłownie garstka, a takich z którymi byśmy chcieli zawrzeć bardziej intymną znajomość była połowa tej garstki a może tyci mniej.
Prawie wszyscy obecni na party mieli zarezerwowane pokoje, i zgodnie z zasadami na party, gdzie nie wolno było robić seksualnego (i owszem pocałunki się sypały ale nic więcej), każdy kto miał ochotę na coś więcej wychodził do pokoju i tam działał. Bardzo nas zaskoczyła świadomość tego, że tam każdy każdego zna, to było jak spotkanie wielkiej rodziny na festynie.
Ludzie byli bardzo mili, nie narzucający się i nader przyjaźni.
Jak tylko zniknąłem w toalecie nie musiałem się martwić o Gosię, do której natychmiast ktoś się dosiadał :).
Gosię by w swoim pokoju ugościło bardzo wielu panów i par, ja jak to facet, zawsze w cieniu ;), ale też nie mam przyjemności (choć nie próbowałem i nie mam zamiaru) iść do łóżka z ledwo trzymającą się na nogach kobietką. Tym razem raczej obserwowałem ludzi, zagadałem do kilku pań, coś w rodzaju co słychać niż flirt i chodźmy na górę.
Gosia bardzo lubi tańczyć, i muzyka która była nam serwowana, coś między 70-90 latka aż unosiła. Więc na zmianę raz ja Gosię raz Gosia mnie porywała na parkiet:).
Cała impreza skończyła się ok 3 rano, wszyscy ładnie i grzecznie, ze „zdobyczami” lub bez udali się do swoich pokoi...
Krzysiek

No comments:

Post a Comment