Pages

Wednesday, 22 February 2012

35 Przysięga małżeńska, wierność, zdrada?


Troszkę z małym opóźnieniem piszę posta, bo mamy remont w domku i jak pewnie wiecie zajmuje to trochę czasu.
Postanowiłem dziś poruszyć kwestię, z którą każdy swingujący się spotka, a już na pewno małżeństwa.
Otóż, podążając tym co pisze prasa i reporterzy szukający „Pulitzera” kwestia swingu często jest nazywana w prasie, w Internecie czy choćby na niektórych forach jako „zdradzanie się nawzajem”, „wspólne zdradzanie się”, „zdradzanie na oczach małżonka”.
Praktycznie nigdzie się nie spotkałem z określeniem innym niż właśnie zdrada.
No właśnie czemu, dlaczego tak jest to ostro nazywane?
Ludzie piszą, że seks w większym gronie jest grzechem, zboczeniem i że pójdziemy do piekła.
Dodam, że spora część tych ludzi to głęboko wierzący katolicy – ośmielam się tu tak pisać gdyż sam jestem katolikiem, więc należę do tej właśnie grupy etnicznej, toteż wyrażam zdanie jako członek tej grupy na podstawie obserwacji.
Nie mam na celu nikogo obrazić, jestem daleki od tego i co więcej szanuję każde wyznanie i każde przekonania (choć nie jest to jednoznaczne z tym, że się zgadzam). Ale dość polityki.
Otóż zauważyłem , że w tej właśnie grupie, jak w innych też, oprócz haseł zdrada i zepsucie, padają też hasła pedały, pedofile itp.
Czasopisma, telewizja które teraz przezywają boom w związku z nowym tematem w „eterze” szaleją na punkcie swingowania.
Nawet w naszej rodzimej TV powstał serial dotyczący min. swingowania, i założę się, że będzie się cieszył ogromną popularnością:).
I kto to będzie oglądał? Chyba nie tylko swingersi, ateiści i ta zła część świata? :)
Ludzie się wyrażają obrzydliwie o swingowaniu, to grzech, źródło chorób (i owszem może być) i po prostu zdradzanie się.
Seks zbiorowy to coś niedopuszczalnego i krytykują coś co może być naprawdę wspaniałe i piękne.
A spytajcie jakiegokolwiek faceta z grupy krytykujących, czy nie chciałby się przespać z dwoma 'aniołkami'? Zaprzeczy? Ok. Postawmy przed nim dwie piękne kobiety i zadajmy to samo pytanie, pewnie już ma ciasno w spodniach...
A jak z Paniami? Nie marzą o Dawidzie Beckhamie albo Banderasie? Czy to normalne, mając męża myśleć jakby to było mieć innego faceta?
W przypadku swingersów – TAK, a w pozostałej grupie społecznej?
Więc wydaje mi się, że jednak kilku przeciwników swingowania, znalazło by się w trójkącie bez większych oporów.
Zmienili by zdanie?
Kto wie...
Widziałem, gdzieś artykuł (zapomniałem skopiować – ale poszukam na następnego posta), że swingersów utożsamia się właśnie z gejami, czy też bardziej po polsku z pedałami, lesbami i pederastami, czyli wszystkim co się da, pewnie jeszcze kradniemy i się kurwimy:P.
Nie powiem, bo w swingu są geje, i panowie bi, są też lesbijki, ale 90% całości stanowią pary będące w związkach heteroseksualnych (nie znaczy to, że są oni heteroseksualni, mogą być, szczególnie panie, – bi - jak to jest u nas z Gosią ).

Celowo nadałem taki a nie inny tytuł dzisiejszego posta, bo w przysiędze, w każdym języku jest mowa o zdradzie, jakoś tak to szło:
...'I ślubuję Ci miłość i wierność, i że Cię nie opuszczę aż do śmierci.'
Bardzo poważne słowa i niosą potężną informację, którą nie wszyscy potrafią dobrze odczytać.

Właśnie to słowo wierność.
Sami jak przysięgaliśmy sobie myśleliśmy, że chodzi o zdradę(w domyśle seks z innym partnerem) ale czy na pewno?
Ani ja ani Gosia nie uważamy swingowania za zdradę.
No bo jak zdefiniować zdradę?
Czy jak uprawiam seks z inną kobietą, a Gosia z innym mężczyzną, jesteśmy razem, czy to w mieszkaniu czy w pokoju, czy to jest zdrada?
NIE
NIE
NIE
Bo przecież, jesteśmy razem, a nawet jeśli bylibyśmy osobno, a oboje wiemy co robimy, i się na to zgadzamy, chcemy tego to czy to jest zdrada?
Przecież to tylko/aż seks z innym partnerem w pełnej świadomości i wiedzy mojej i Gosi. Więc nie widzę tu prawidłowego zastosowania słowa zdrada.

Wg mnie klasyczna zdrada ma miejsce kiedy czy to ON czy to ONA idzie i się spotyka z innym/inną i uprawia z nim seks, ale dla mnie zdradą będzie też jak go pocałuje, zdradą będzie, jeśli wykroczy poza granice które ustaliliśmy.
Więc wierność to być przy swoim partnerze, wspierać go być z nim na dobre i złe, ale niekoniecznie zmonopolizować łóżko.

Czy w swingowaniu można zdradzić?
I owszem, choć zdrada w swingu jest totalną głupotą.
Użyję tu nas jako przykładu.
Pomyślcie, macie możliwość uprawiania seksu z kim chcecie, z każdą kobietą, która Was pociąga czy mężczyzną, i u nas tak jest, jeśli ktoś mi się bardzo podoba to mogę ją zaprosić do nas do sypialni, jeśli Gosia zobaczy gościa który tak ją będzie pociągał, że zechce się z nim przespać – proszę bardzo, czemu nie.
Ale wszystko jest jasne i klarowne, nie ma niedomówień i robienia czegoś za plecami, bo i po co?
Szkoda by było stracić coś co się budowało tyle lat, poza tym po co? Dla jednego numerku?
Oszustwa itp.? Bez sensu:)

Ale zdrada może się zdarzyć.
Np. po całonocnej zabawie jeden z partnerów wychodzi do pracy, a było ustalone, że bawią się zawsze razem, tzn. w tym samym czasie (niekoniecznie w 1 pokoju, mogą być osobne).
I załóżmy parka miała trójkącik, niech będzie 2k i 1m :D:D:D:D
I sobie idzie Kowalski do pracy, a jego żona zostaje w domu z koleżanką – Nowakową.
I dziewczyny mają się ku sobie i zaczynają się całować dotykać wsuwają paluszki i liżą sobie cipeczki. Załóżmy, że przestaną po kilku może 3-5 minutach, ale już coś się stało. I to jest zdrada. Wcale nie musi być tak, że zdrada to jak penis wędruje do pochwy.
Poza tym co dziewczyny mają sobie wsunąć?
Więc to jest zdrada.
Dodam tylko, że dziewczyny tak głośno wzdychały, że za ścianą Goździkową obudzili.

I takie jest moje zdanie.

A na koniec, swingując nie krzywdzę nikogo, nie robię nic za plecami mojej żony, jestem jej wierny, kocham ją i szanuję.
Poza tym chodzę do Kościoła (czasami), mam komunię itp. bo jest to zgodne z moim sumieniem. Poza interpretacja pewnych starych pism mogła być manipulowania, więc, zgodnie z Waszym sumieniem i nie krzywdząc nikogo zachęcam do swingowania.

Krzysiek +

1 comment:

  1. Odniosę się do jednego cytatu "...ośmielam się tu tak pisać gdyż sam jestem katolikiem, więc należę do tej właśnie grupy etnicznej, toteż wyrażam zdanie jako członek tej grupy na podstawie obserwacji..." Mam ogromne wrażenie graniczące z pewnością, że nie rozumiesz co to znaczy być katolikiem i traktujesz to jako przywiązanie do jakiejś grupy, a nie jako własną wiarę z dogmatami, zasadami i wszystkim, co z wiarą się wiąże. Pisząc, że katolicyzm, to grupa etniczna wystawiasz sobie nie najlepsze świadectwo, a jeszcze umieszczając to w kontekście Waszego stylu życia, gdzie króluje grzech cudzołóstwa, staje się to bluźnierstwem.
    Na podstawie zamieszczonych wpisów jasno można stwierdzić, że to Ty jesteś tym, który najbardziej odpowiada za Wasze zdrady - Ty byłeś inicjatorem i nadal nim jesteś. I tak - to są zdrady - tym bardziej dotkliwe, że popełniane w małżeństwie (zapewne sakramentalnym), z premedytacją i bez zahamowań. Biorąc ślub sakramentalny staliście się "jednym ciałem i jedną duszą" czyli sami tylko dla siebie. Dopuszczając inne osoby do kontaktów seksualnych z Wami niszczycie tą jedność i więź. Wielki skarb jakim dla siebie powinniście być rozmieniacie na drobne i rzucacie w błoto. Mam nadzieję, że szybko się opamiętacie, bo to do niczego dobrego nie prowadzi. Na pewno takie zachowania nie powinny mieć miejsca wśród katolików, proszę więc, nie nazywajcie się nimi, bo nie rozumiecie co to jest wiara katolicka. Pewnie mnie uznacie za nawiedzonego "mohera", albo kogoś jeszcze gorszego. Nie dbam o to, uznałem jednak, że muszę o tym napisać po tym, jak publicznie ogłaszasz się członkiem społeczności, do której nie należysz. Pomyśl o tym i wyciągnij właściwe wnioski.
    Pozdrawiam.

    ReplyDelete