Pages

Thursday, 29 December 2011

14 Jola i Jurek

Trochę struci wróciliśmy do domu, ale cóż szukamy dalej.

Naszym takim wielkim marzeniem, utopią, jak się na razie okazuje, było mieć taką jedną, może 2 pary, z którymi możemy być przyajciółmi, możemy spędzać czas razem, wyskoczyć gdzieś za miasto, spędzać trochę czasu razem i mieć to coś ekstra czym jest swing.
W naszej relacji nie mamy żadnych problemów, swobodnie rozmawiamy o seksie, naszych pragnieniach czy ludziach którzy się nam podobają.
W idealnym układzie, poza wymienionymi, bierzemy pod uwagę zabawę w pełni (bez gumek-oczywiście to tylko jest dla 4 osob - 2 par), spędzenie całego dnia z "nieswoim mężem/żoną", potem całonocną zabawę w hotelu czy w 2 domach, a kiedyś może nawet całego weekendu...
A następnego dnia, wrócić w ramiona parnera, który cały czas tam jest i wiemy o tym, że na skocha, a to co było było zabawą na HIGH LEVELU!

W trakcie tej całej histori, którą poznajecie, spotkaliśmy sporo ludzi na kawkach, i praktycznie codziennie odpisywaliśmy na emaile.
Nie sposób wszystko tu przytoczyć, jedynie, najciekawsze naszym zdaniem cytaty.

Pewna parka, małżeństwo, zupełnie bezproblemowe, sympatyczne i wesołe, pisali z nami przez prawie 3 miesiące.
W końcu się umowiliśmy, że jedziemy do nich na weekend.
Prawie 300km od nas, na północ.
Przyjechaliśmy wieczorem, czekali na nas, bo przyjechaliśmy prawie 2h później niź planowaliśmy, ruch był bardzo kiepski, gdzieś jakiś wypadek i niestety czas nam uciekł.
Bardzo miło nas przyjęli, stół się uginał od pyszności - w końcu, ktoś nas ugościł tak jak my wszystkich.
To było na prawdę piękne.
Jola i Jurek, bo ich odwiedziliśmy (imiona oczywiście zmienione, jak wszystkie na blogu) byli bardzo ciekawi swingu, mieli już doświadczenie z jedną chyba parą, ale nie wspominali tego jakoś super.
Od samego początku obserwowali nas jak głodny wilk swoją ofiarę. Było to bardzo zabawne.
Ale tej nocy, tej pierwszej nocy poszliśmy grzecznie spać, mimo, że zapraszaliśmy na rozmowę. Może nie na seks ale lekki flirt i petting.


Wieczorem kolenego dnia, kiedy wszystkie pociechy poszły już spać Jola i Jurek nas zaskoczyli :)
Zagraliśmy w butelkę:)
Wow to było bardzo zabawne i wesołe, w sumie w butelkę graliśmy wiele wiele lat wcześniej i powiało takim "szczeniackim" flirtem:)
Generalnie po chwili wszyscy już działali, trochę zestresowany Jurek miał małe problemy, stres go na prawdę zmęczył.
Dopiero kiedy każdy wrócił do swojej partnerki kolega się rozruszał.
Wszystko było fajnie ale Jola siedząc mi na kolanach i ocierając się o mnie, szepnęła mi do ucha - Chcę Cię mieć w sobie, ja odpowiedziałem - Dobrze.
Sięgałem po prezerwatywy a Jola ruszyła biodrami i wzięła mnie do środka...
Spytałem co robisz?
A to tylko na chwilę...
Gosia i Jurek bawiący się obok widzieli całą sytuację, bawili się dalej ale było troszkę więcej napięcia w powietrzu.
Bawiliśmy się po "ubraniu płaszczyków" i wszystko było pozornie ok.

Następnego dnia, Jola chciała na mnie zwalić całe zamieszanie, ale grzecznie się obroniłem.
W sumie ten incydent zaważył na całości. Niby tylko chwilka a milion bakterii (nie koniecznie L. casei DEFENSIS) już mógł być na mnie...
Byliśmy umówieni z tą parką już wcześniej, nim ich odwiedziliśmy ale podziękowaliśmy im i praktycznie po kilku następnych tygodniach znajomość przestała istnieć...

No comments:

Post a Comment